To ma sens by Wamka
← Wróć do artykułów

Nic się nie stało.

Kiedy ukrywanie własnych emocji staje się sposobem na utrzymanie bliskości.

Odpowiadasz „wszystko w porządku”, choć jest Ci przykro? Zobacz, skąd bierze się ukrywanie emocji i ile może kosztować spokój w relacji.

Są ludzie, którzy potrafią bardzo szybko zauważyć zmianę nastroju drugiej osoby. Wychwytują niezadowolenie w tonie głosu, dostrzegają napięcie w rozmowie, wyczuwają, kiedy lepiej czegoś nie poruszać. Często doskonale wiedzą, jak uspokoić sytuację, rozładować atmosferę albo sprawić, żeby nikt nie poczuł się urażony. Znacznie trudniej przychodzi im natomiast powiedzenie, że sami poczuli się zranieni, rozczarowani czy źli.

Niekiedy wystarczy zwykłe pytanie: „Wszystko w porządku?”, żeby niemal automatycznie odpowiedzieli, że tak. Nawet jeśli przed chwilą wydarzyło się coś, co sprawiło im przykrość.

Z zewnątrz mogą sprawiać wrażenie osób spokojnych, wyrozumiałych i mało konfliktowych. Rzadko się skarżą, niechętnie okazują niezadowolenie, starają się rozumieć innych. Nie zawsze jednak oznacza to, że rzeczywiście przeżywają mniej trudnych emocji. Czasami po prostu nauczyli się ich nie pokazywać.

Kiedy łatwiej powiedzieć, że wszystko jest dobrze

Wyobraź sobie sytuację, w której bliska osoba kolejny raz odwołuje wspólne plany. Jest Ci przykro, ponieważ zależało Ci na tym spotkaniu. Być może wcześniej zrezygnowałeś z czegoś innego, żeby znaleźć na nie czas. Słyszysz jednak przeprosiny i wyjaśnienie, że pojawiło się coś ważnego, więc odpowiadasz, że nic się nie stało.

Rozumiesz przecież, że każdy może mieć trudniejszy dzień, nieprzewidziane obowiązki czy własne problemy. Nie chcesz wywoływać napięcia ani sprawiać wrażenia osoby, która nie potrafi uszanować cudzych okoliczności.

Problem w tym, że podobna sytuacja zdarzyła się już kilka razy, a Ty za każdym razem zareagowałeś tak samo.

Z czasem zaczynasz odczuwać rozczarowanie, którego nie potrafisz wyrazić. Możesz mieć nawet żal do drugiej osoby, że nie dostrzega, jak wiele razy ustępowałeś. Jednocześnie trudno Ci przyznać, że nigdy właściwie nie powiedziałeś jej, jak odbierasz te sytuacje.

To jeden z momentów, w których warto zastanowić się, czy nasze milczenie rzeczywiście wynika z wyrozumiałości, czy również z obawy przed reakcją drugiego człowieka.

Bo można rozumieć czyjeś zachowanie i jednocześnie czuć się nim dotkniętym. Te dwa doświadczenia nie muszą się wzajemnie wykluczać.

Skąd bierze się przekonanie, że lepiej nie mówić?

Sposób, w jaki wyrażamy emocje, kształtuje się w relacjach z innymi ludźmi. To właśnie w nich uczymy się, czy nasze niezadowolenie może zostać przyjęte ze zrozumieniem, czy smutek spotyka się z zainteresowaniem i czy możemy mieć inne zdanie, nie ryzykując utraty bliskości.

Jeżeli w ważnych dla nas relacjach okazywanie trudnych emocji prowadziło do kłótni, wycofania, krytyki albo poczucia winy, mogliśmy stopniowo nauczyć się, że bezpieczniej jest zachować je dla siebie.

Nie zawsze musiały to być sytuacje szczególnie dramatyczne. Czasami wystarczały powtarzające się komunikaty, że przesadzamy, jesteśmy zbyt wrażliwi, niepotrzebnie się denerwujemy albo psujemy innym humor.

Zdarza się również, że dorastamy w środowisku, w którym dużo uwagi poświęca się emocjom jednej osoby, a znacznie mniej przeżyciom pozostałych. Dziecko może wtedy uczyć się dostosowywania do nastrojów dorosłych, ponieważ od tego zależy spokój w domu. Z czasem umiejętność rozpoznawania cudzych emocji staje się bardzo dobrze rozwinięta, podczas gdy własne potrzeby pozostają na dalszym planie.

Podobne przekonania mogą kształtować się również w dorosłości. W związku, w którym każda próba rozmowy kończy się konfliktem, albo w relacji, w której nasze uczucia są regularnie bagatelizowane, stopniowo możemy zacząć rezygnować z ich wyrażania.

Nie oznacza to jednak, że każdy człowiek unikający trudnych rozmów ma za sobą podobną historię. Niektórzy potrzebują więcej czasu na rozpoznanie własnych uczuć, inni wolą przemyśleć sytuację przed podjęciem rozmowy. Istotne jest przede wszystkim to, czy mamy możliwość swobodnego decydowania, co chcemy powiedzieć, czy raczej czujemy, że okazanie niezadowolenia jest czymś, na co nie możemy sobie pozwolić.

Kiedy spokój w relacji zaczyna kosztować zbyt wiele

Unikanie trudnych rozmów może przez pewien czas rzeczywiście pomagać w utrzymywaniu dobrych stosunków. Nie dochodzi do kłótni, nie pojawiają się nieprzyjemne wymiany zdań, a codzienne funkcjonowanie wydaje się łatwiejsze.

Jednak brak otwartego konfliktu nie zawsze oznacza, że w relacji wszystko układa się dobrze.

Jeżeli regularnie pomijamy własne uczucia, druga osoba może nawet nie wiedzieć, że pewne zachowania sprawiają nam przykrość. Może przyzwyczaić się do naszej gotowości do ustępowania, traktując ją jako coś naturalnego. Tymczasem w nas samych stopniowo gromadzi się napięcie, rozczarowanie albo poczucie, że nasze potrzeby nie są ważne.

Zdarza się, że po pewnym czasie pojawia się również trudność z rozpoznawaniem własnych emocji. Kiedy przez lata koncentrujemy się przede wszystkim na tym, co czują inni, możemy coraz rzadziej zadawać sobie pytanie, co właściwie dzieje się z nami.

Niektórzy zaczynają zauważać swoje niezadowolenie dopiero wtedy, gdy staje się ono bardzo intensywne. Inni odczuwają zmęczenie relacją, chociaż trudno im wskazać jedną konkretną przyczynę.

Warto też pamiętać, że szczerość emocjonalna nie polega na mówieniu wszystkiego, co przychodzi nam do głowy. Nie każda przykrość wymaga konfrontacji, a nie każda różnica zdań musi prowadzić do długiej rozmowy. Czasami świadomie decydujemy się coś odpuścić, ponieważ rozumiemy okoliczności albo uznajemy, że dana sprawa nie jest dla nas szczególnie istotna.

Różnica pojawia się wtedy, gdy przestajemy mieć poczucie wyboru. Kiedy milczymy nie dlatego, że chcemy, ale dlatego, że obawiamy się konsekwencji powiedzenia prawdy.

Trzeba przy tym odróżnić trudność w wyrażaniu emocji od sytuacji, w której ich ujawnienie rzeczywiście wiąże się z zagrożeniem, zastraszaniem czy przemocą. W takich relacjach milczenie może pełnić funkcję ochronną, a odpowiedzialność za stworzenie bezpiecznych warunków rozmowy nie spoczywa wyłącznie na osobie, która boi się mówić.

To ma sens

Jeżeli przez długi czas ukrywanie emocji pomagało Ci unikać konfliktów, chronić ważne relacje albo zachowywać poczucie bezpieczeństwa, zrozumiałe jest, że taki sposób reagowania mógł stać się dla Ciebie czymś naturalnym.

Nie musisz dzisiaj uznawać go za swoją wadę. Warto jednak sprawdzić, czy nadal służy Ci w taki sposób, jak kiedyś.

Możesz zacząć od zauważania sytuacji, w których automatycznie zapewniasz innych, że wszystko jest w porządku. Zastanowić się, czy rzeczywiście tak czujesz, czy może potrzebujesz chwili, żeby zrozumieć własną reakcję.

Czasami pomocne będzie zwykłe: „Muszę to sobie przemyśleć”. Innym razem powiedzenie, że zrobiło Ci się przykro albo że chciałbyś, żeby następnym razem coś wyglądało inaczej.

Nie chodzi o to, żeby każdą emocję natychmiast ujawniać, lecz żeby stopniowo odzyskiwać możliwość decydowania, co chcesz z nią zrobić.

Warto również przyglądać się temu, jak bliscy reagują na Twoją szczerość. Dobra relacja nie oznacza przecież, że nigdy się nie rozczarowujemy, nie złościmy czy nie mamy odmiennych oczekiwań. Ważne jest to, czy potrafimy o tych różnicach rozmawiać i czy obie strony mają przestrzeń na własne przeżycia.

Możliwe, że przez wiele lat Twoja wyrozumiałość pomagała Ci budować i utrzymywać relacje. Być może jednak nadszedł moment, w którym warto sprawdzić, czy w tych relacjach jest również wystarczająco dużo miejsca dla Ciebie.

Anna Wamka
Autorka

Anna Wamka

Psycholog, certyfikowana psychoterapeutka poznawczo-behawioralna (CBT, certyfikat PTTPB nr 1053) i seksuolog. Pracuje z osobami dorosłymi. W relacji terapeutycznej stawia na zaufanie, akceptację i szacunek dla indywidualnej historii człowieka.