To ma sens by Wamka
← Wróć do artykułów

Nie wystarczy.

Dlaczego nawet największe osiągnięcia nie zawsze dają nam poczucie, że jesteśmy wystarczający?

Osiągasz kolejne cele, a wciąż czujesz, że to za mało? Zobacz, skąd bierze się potrzeba udowadniania i dlaczego sukces nie zawsze daje spokój.

Są osoby, które z perspektywy otoczenia radzą sobie w życiu naprawdę dobrze. Rozwijają się zawodowo, realizują kolejne plany, podejmują nowe wyzwania i potrafią konsekwentnie dążyć do wyznaczonych celów. Inni dostrzegają ich zaangażowanie, doceniają osiągnięcia, czasami nawet zazdroszczą im determinacji.

One same jednak rzadko patrzą na siebie w podobny sposób.

Kiedy udaje im się osiągnąć coś, na czym bardzo im zależało, przez chwilę odczuwają zadowolenie. Czasami ulgę, że wszystko poszło zgodnie z planem. Niedługo później pojawiają się jednak kolejne zadania, nowe oczekiwania i przekonanie, że można było zrobić coś lepiej.

To, co jeszcze niedawno wydawało się ważnym osiągnięciem, szybko staje się czymś zwyczajnym. Trudno zatrzymać się przy własnym sukcesie, ponieważ uwaga niemal automatycznie kieruje się ku temu, czego nadal brakuje.

Z czasem może pojawić się poczucie, że niezależnie od ilości włożonego wysiłku i osiągniętych rezultatów wciąż pozostaje coś do udowodnienia.

Kiedy sukces przynosi przede wszystkim ulgę

Wyobraź sobie osobę, która przez kilka miesięcy pracuje nad ważnym projektem. Poświęca mu dużo czasu, wielokrotnie poprawia szczegóły, stara się przewidzieć możliwe trudności. Zależy jej, żeby wszystko zostało przygotowane jak najlepiej.

Kiedy projekt kończy się sukcesem, otrzymuje pozytywne informacje zwrotne. Inni gratulują jej efektów, podkreślają zaangażowanie i profesjonalizm.

Przez moment czuje zadowolenie, ale znacznie silniejsza okazuje się ulga. Wreszcie może przestać się martwić, że coś pójdzie nie tak, że kogoś rozczaruje albo że rezultat nie będzie wystarczająco dobry.

Niedługo później zaczyna zastanawiać się nad kolejnym zadaniem. Być może tym razem uda się osiągnąć jeszcze więcej. Może warto podnieść poprzeczkę, rozwinąć nowe umiejętności albo wykorzystać sukces jako punkt wyjścia do następnego przedsięwzięcia.

Nie ma w tym niczego niewłaściwego. Ambicja i potrzeba rozwoju mogą być ważnym źródłem motywacji, satysfakcji i poczucia sprawczości.

Warto jednak przyjrzeć się temu, co dzieje się pomiędzy kolejnymi osiągnięciami. Czy potrafimy dostrzec własny wysiłek i cieszyć się rezultatem? Czy sukces rzeczywiście daje nam poczucie spełnienia, czy przede wszystkim pozwala na chwilę przestać obawiać się porażki?

Dla niektórych osób osiągnięcie celu nie jest momentem, w którym mogą poczuć się z siebie zadowolone. Jest raczej potwierdzeniem, że tym razem udało im się uniknąć sytuacji, w której mogłyby uznać siebie za niewystarczające.

Kiedy własna wartość zaczyna zależeć od wyników

Poczucie własnej wartości nie jest czymś całkowicie niezależnym od naszych doświadczeń. To naturalne, że sukcesy mogą wzmacniać pewność siebie, a niepowodzenia wywoływać zwątpienie. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy oceniać siebie niemal wyłącznie przez pryzmat tego, co osiągamy.

Wówczas kolejne zadania nabierają znaczenia wykraczającego poza ich rzeczywistą wagę.

Egzamin nie jest już tylko sprawdzianem wiedzy. Staje się okazją do udowodnienia własnych możliwości. Awans przestaje być wyłącznie etapem rozwoju zawodowego, ponieważ zaczyna potwierdzać, że jesteśmy kompetentni i zasługujemy na uznanie. Nawet zwyczajne obowiązki mogą urastać do rangi sprawdzianu naszej odpowiedzialności czy zaradności.

W takiej sytuacji niepowodzenie może być przeżywane szczególnie dotkliwie. Zamiast uznać, że określone zadanie okazało się trudniejsze, niż przewidywaliśmy, zaczynamy wyciągać wnioski dotyczące całej naszej osoby.

Pojawiają się myśli, że jesteśmy za mało zdolni, niewystarczająco pracowici albo że inni radzą sobie znacznie lepiej.

Niekiedy podobnie traktujemy sukces. Nawet jeśli osiągnęliśmy bardzo dobry rezultat, trudno nam uznać go za dowód własnych kompetencji. Tłumaczymy go sprzyjającymi okolicznościami, pomocą innych albo przekonaniem, że zadanie wcale nie było szczególnie wymagające.

W rezultacie porażki stają się argumentem przeciwko nam, a sukcesy rzadko są wystarczającym powodem, żeby spojrzeć na siebie przychylniej.

Skąd bierze się potrzeba nieustannego udowadniania?

Dla części osób silne powiązanie własnej wartości z osiągnięciami rozwija się w środowisku, w którym szczególne znaczenie przypisywano wynikom, odpowiedzialności i spełnianiu oczekiwań.

Dziecko mogło doświadczać uznania przede wszystkim wtedy, gdy dobrze się uczyło, odnosiło sukcesy albo zachowywało się zgodnie z oczekiwaniami dorosłych. Niekiedy pochwały pojawiały się rzadko, ponieważ dobre wyniki traktowano jako coś oczywistego, natomiast błędy i niedociągnięcia spotykały się z wyraźną reakcją.

W takich warunkach łatwo stopniowo przyswoić przekonanie, że na akceptację trzeba zapracować, a poczucie bycia wystarczającym zależy od tego, jak dobrze wywiązujemy się ze swoich obowiązków.

Nie musi to jednak oznaczać, że rodzice stawiali nadmierne wymagania albo świadomie uzależniali swoją miłość od osiągnięć dziecka. Czasami podobne przekonania rozwijają się na skutek porównywania się z rodzeństwem, doświadczeń szkolnych, presji środowiska czy indywidualnego sposobu reagowania na ocenę.

Również dorosłe życie może wzmacniać takie zależności.

Funkcjonujemy w rzeczywistości, w której wiele obszarów życia podlega porównaniom. Możemy obserwować sukcesy zawodowe innych ludzi, ich sytuację finansową, wygląd, sposób spędzania wolnego czasu czy kolejne etapy rozwoju. Łatwo wówczas odnieść wrażenie, że zawsze istnieje ktoś, kto robi więcej, osiąga lepsze wyniki albo znajduje się dalej na drodze, którą sami podążamy.

Jeżeli wcześniej nauczyliśmy się oceniać siebie przede wszystkim poprzez osiągnięcia, takie porównania mogą dodatkowo wzmacniać przekonanie, że nadal robimy za mało.

Dlaczego kolejne osiągnięcia nie przynoszą trwałej satysfakcji?

Jednym z powodów jest nasza zdolność do przyzwyczajania się do zmian, również tych pozytywnych.

To, co początkowo wywołuje radość i poczucie wyjątkowości, z czasem staje się częścią codzienności. Nowa praca, wyższe zarobki, ukończone studia czy zdobyte kwalifikacje stopniowo przestają być czymś nowym. Zaczynamy traktować je jako naturalny element własnego życia.

Samo przyzwyczajanie się do osiągnięć jest normalnym procesem. Nie oznacza, że nie potrafimy doceniać tego, co mamy.

Trudność pojawia się wtedy, gdy jednocześnie nieustannie zmieniamy kryteria, według których oceniamy własną wartość.

Jeszcze niedawno uzyskanie określonego stanowiska wydawało się wystarczającym powodem do zadowolenia. Kiedy jednak udaje się je zdobyć, zaczynamy myśleć o kolejnym awansie. Osiągnięcie wyznaczonego poziomu finansowego przynosi chwilową satysfakcję, po czym pojawia się przekonanie, że powinniśmy zarabiać więcej.

Podobnie może być z rozwojem osobistym, wyglądem czy codziennym funkcjonowaniem.

W rezultacie nieustannie przesuwamy granicę, po której przekroczeniu mielibyśmy wreszcie poczuć się dobrze ze sobą.

Czasami towarzyszy temu również trudność w przyjmowaniu uznania. Komplementy mogą wydawać się przesadzone, pochwały niezręczne, a pozytywne opinie mniej wiarygodne niż krytyczne uwagi. Zamiast zatrzymać się przy tym, co się udało, koncentrujemy się na elementach, które można było wykonać lepiej.

Nie chodzi przy tym o brak wdzięczności ani nieumiejętność cieszenia się życiem. U części osób jest to raczej utrwalony sposób myślenia, w którym dostrzeganie niedociągnięć ma chronić przed przyszłą porażką, rozczarowaniem albo negatywną oceną.

Jeżeli stale koncentrujemy się na tym, co wymaga poprawy, możemy mieć poczucie, że lepiej kontrolujemy sytuację i zmniejszamy ryzyko popełnienia błędu.

Taka strategia może pomagać w osiąganiu dobrych wyników. Jednocześnie sprawia jednak, że trudno nam doświadczyć momentu, w którym własny wysiłek uznajemy za wystarczający.

To ma sens

Jeżeli przez długi czas osiągnięcia były dla Ciebie ważnym źródłem uznania, bezpieczeństwa czy poczucia własnej wartości, zrozumiałe jest, że możesz mieć trudność z rezygnacją z nieustannego stawiania sobie kolejnych wymagań.

Być może właśnie dzięki ambicji, konsekwencji i wysokim standardom udało Ci się zrealizować wiele ważnych planów. Te cechy mogą stanowić Twoją rzeczywistą siłę i nie ma powodu, żeby traktować je wyłącznie jako problem.

Warto jednak zastanowić się, czy nadal masz możliwość swobodnego decydowania o tym, do czego chcesz dążyć, czy coraz częściej odczuwasz przymus osiągania kolejnych rezultatów.

Istotne może być również przyjrzenie się temu, jak reagujesz na własne niepowodzenia. Czy potrafisz potraktować je jako część uczenia się i zdobywania doświadczenia? Czy może każda trudność staje się powodem do podważania własnych kompetencji?

Podobnie warto zwrócić uwagę na sposób przeżywania sukcesów. Nie musisz odczuwać ogromnej radości po każdym zrealizowanym zadaniu. Możesz jednak uczyć się zauważania własnego wysiłku i doceniania osiągnięć bez natychmiastowego porównywania ich z kolejnymi celami.

Pomocne bywa również oddzielanie oceny konkretnego działania od oceny samego siebie.

Możesz popełnić błąd, nie sprostać określonym oczekiwaniom albo nie osiągnąć zamierzonego rezultatu. Nie oznacza to automatycznie, że jesteś osobą niekompetentną czy mniej wartościową.

Tak samo sukces może być ważnym doświadczeniem, źródłem satysfakcji i potwierdzeniem Twoich umiejętności, ale nie musi stanowić warunku, od którego zależy Twoje prawo do dobrego myślenia o sobie.

Warto też zastanowić się, co poza osiągnięciami nadaje znaczenie Twojemu życiu. Jakie relacje są dla Ciebie ważne, co sprawia Ci przyjemność, w jakich sytuacjach czujesz się swobodnie i kiedy możesz doświadczać satysfakcji niezależnie od tego, czy udało Ci się coś osiągnąć.

Nie chodzi o rezygnację z ambicji ani o przekonywanie siebie, że rozwój nie ma znaczenia. Można przecież stawiać sobie wysokie wymagania, realizować trudne cele i czerpać z tego autentyczną przyjemność.

Ważne jest jednak, żeby kolejne osiągnięcia pozostawały czymś, co wzbogaca nasze życie, a nie jedynym sposobem na uzyskanie poczucia, że jesteśmy wystarczający.

Anna Wamka
Autorka

Anna Wamka

Psycholog, certyfikowana psychoterapeutka poznawczo-behawioralna (CBT, certyfikat PTTPB nr 1053) i seksuolog. Pracuje z osobami dorosłymi. W relacji terapeutycznej stawia na zaufanie, akceptację i szacunek dla indywidualnej historii człowieka.